Breaking

Gruba – Natalia Rogińska

Recenzje / 3 maja, 2010

Magda nosi ogromny rozmiar. Na serio ogromny. Większy niż mój kiedykolwiek. Wyobrażałam sobie jaka jest, co czuje „między wierszami” i jakie są jej najskrytsze pragnienia. Tak mocno ją przywołałam, że w nocy w śnie napadli mnie kosmici, powiedzieli „złapaliśmy kolejną Magdę”, wrzucili na stół operacyjny i zaczęli odsysać tłuszcz. W realu w wyniku kompletnego zaczytania przydeptałam moje okulary, a co za tym idzie – zainteresowanym mogę podać, która to firma produkuje odporne na wagę ciężką szkła i oprawki (ale tylko prywatnie, by nie siać czegoś w rodzaju kryptoreklamy).

Magda jest przed trzydziestką. No co, upasła się już w dzieciństwie. To tak jak ja. Na dodatek jest zdolna, pracowita – można rzec, że to gwiazda w firmie, o wielkim potencjale i nieograniczonym morzu pomysłów graficznych. Gwiazda, która ma na nowe mieszkanie, modne ciuchy i buty – no i masę żarcia, uwielbiająca „parkować” przy przekąskach. Gwiazda, która zawsze ratuje w firmie tyłki swym współpracownikom, bo każdy wie, że Magda skończy projekt. A towarzysko? No cóż, raczej wstyd jest się z Magdą pokazać… Tymczasem marzy ona o miłości, napotyka na „młode piękne chętne męskie ciałko” i wdaje się w coś, czego romansem zbytnio nazwać nie można, bo raczej oparte jest na słowie sex.

Magda ma babcię, którą bardzo kocha i przez którą jest kochana. Babcię, dla której jest piękna i idealna. Ma też chudą matkę, kobietę na wiecznej diecie i gimnastykach, która za wszelką cenę chce się upodobnić do Moniki Olejnik. Matkę, która ciągle dogryza za otyłość, każe się odchudzać, kupuje w prezencie przymałe sweterki. Ojca, który pojawił się po latach – kompletnie nieświadomy istnienia swej córki – który doznał szoku na jej widok, nie tyle jej jako córki – ale rozmiaru, który nosi. No i jeszcze kogoś, kto objawi się na samym końcu – ale tego nie zdradzę, gdyż byłaby to kradzież radości Waszego czytania książki.

„Gruba” to historia lekka w czytaniu, wciągająca, bardzo prawdopodobna – bo ileż to nas, kobiet puszystych, wpada w wir pracy, robienie kariery, a może nawet w pracoholizm? Ileż z nas pragnie pokazać, że – nie będąc posiadaczkami „chodliwych” figur typu „Twiggy” – jesteśmy wiele warte, że pragniemy tolerancji i akceptacji ze strony bliskich (nie wspominając o społeczeństwie ogólnie). Że marzymy o zdrowych relacjach z matkami… A miłość? Najwyższa jakość życia… tak ogółem… nie pozostaje mi nic, jak zachęcić Was do lektury…


Tagi: ,



Kobieta Puszysta




Previous Post

Babki rosną nie tylko na drożdżach

Next Post

Od jutra jestem NAJ





You might also like


More Story

Babki rosną nie tylko na drożdżach

Puszyste babeczki rosną nie tylko na drożdżach. Dzieje się tak również od spełnionych życzeń. Nieważne, czy wnuczek...

May 2, 2010